Po raz pierwszy kolumn elektrostatycznych słuchaliśmy kilka lat temu, w jednym z salonów w Częstochowie. Był to zestaw McIntosha, połączony z głośnikami Martin Logan.

Byliśmy pod dużym wrażeniem realizmu brzmienia i ogromu przestrzeni. Woda płynąca z kranu na nagraniu Pink Floyd z płyty Atom Heart Mother wbiła nas w fotel. Płynąca łódka na Signs of Life z albumu Momentary Lapse of Reason była tak namacalna, jakby płynęła tuż obok nas. Każde, nawet najmniejsze muśnięcie struny słychać było niesamowicie wyraźnie, a przestrzeń rozciągała się daleko poza naszymi głowami.


Niestety prezentacja na Audio Show 2016 nie zrobiła na nas już takiego wrażenia.


Martin Logan to amerykański producent kolumn elektrostatycznych (i nie tylko). Firma założona na początku lat 70-tych w Lawrence, w stanie Kansas.


Momentem przełomowym było skonstruowanie zestawu o nazwie Monolith, pokazanego na CES 1982. Pewna bardzo znana firma z branży high-end wykorzystała je w swoim pokoju odsłuchowym. Dealerzy byli zachwyceni dźwiękiem i wyglądem kolumn.


To wtedy powstała nazwa Martin Logan, złożona z dwóch członów imion i nazwisk jej założycieli: Gayle’a Martina Sandersa i Rona Logana Sutherlanda.


Przez pierwsze lata firma miała tylko jednego pracownika etatowego i udało jej się wysłać do dealerów zaledwie dziesięć par głośników Monolith, z czego aż trzy pary zostały poważnie uszkodzone w transporcie.


Jednak od 1985 roku sprzedaż zaczęła stale wzrastać, a przez trzy pierwsze lata wzrosła dziesięciokrotnie.


Na początku lat 90-tych firma weszła na wschodzący rynek kina domowego z centralnym głośnikiem elektrostatycznym i naściennym elektrostatycznym głośnikiem surround. Wtedy również powstały najbardziej klasyczne konstrukcje kolumn, takie jak Aerius, SL3, Quest i Cinema.


Najbardziej ambitnym produktem Martin Logan był Statement E2. Ważąca 900 kg kolumna, która przez wielu jest do dziś uważana za szczyt możliwości w konstrukcji zespołów głośnikowych.


Zastosowana technologia została wykorzystana w innych konstrukcjach, w tym w modelach Ascent i Odyssey.


Na spotkanie odsłuchowe wybraliśmy się z naszym oazowym zestawem Krella, około 120km od Krakowa.


Udało nam się posłuchać obu zestawów: Ascent i Odyssey, wykorzystując między innymi nagrania znane Wam z  innych recenzji.


Przez pierwsze kilkanaście minut mieliśmy wrażenie, że Krell nie do końca pasuje dźwiękowo do kolumn Martin Logan. Jednak po wygrzaniu dźwięk nabrał barwy i polotu.


Nagranie The Moody Blues zabrzmiało wręcz wzorcowo. Głos wokalisty, z charakterystycznym pogłosem, był idealnie rozłożony w przestrzeni. Niesamowicie namacalnie brzmiała orkiestra. Tak, jakby każdy instrument grał osobno. Mieliśmy wrażenie, że kolumny bardzo wnikliwie analizują każdy element przekazu.. Utwór miał nie tylko pierwszy plan, ale i dokładnie oddane muzyczne tło.


To wrażenie potwierdziła prezentacja utworu Manfreda Manna. California zabrzmiała dokładnie tak, jak przed laty na zestawie Gamuta. Duża szczegółowość, namacalność i niesamowity realizm przekazu. Co najważniejsze gitara w środku utworu, która na niektórych systemach lubi wyjść przed szereg, była tylko elementem składowym większej całości.


Dawno nie sięgaliśmy po płytę Lizard zespołu King Crimson. Kompozycja tytułowa zabrzmiała fenomenalnie. We fragmencie, gdzie oprócz wokalisty, w tle, na podobnym poziomie głośności, słychać kilka instrumentów i chór, dźwięk był tak wyraźny jak nigdy dotąd.


Podobnie na nagraniu zamykającym album zespołu Pink Floyd – Division Bell, mieliśmy wrażenie, że dzwon bije tuż koło nas. Jednak uderzenie basu było dość słabe – co okaże się największą wadą kolumn Martin Logan Ascent. Głos wokalisty był za to oddany poprawnie, a na deser ten owad, który usiadł tuż koło nas 😉


Zdecydowanie mniejsze wrażenie zrobił na nas utwór grupy Touch and Go. Zabrzmiał poprawnie, bez fajerwerków. Jednak wokal miał odpowiedni timbre, a trąbka nie była w żadnym wypadku wyostrzona.


Na Aero Jarre’a syntezator zabrzmiał jak fortepian. Niestety po raz kolejny usłyszeliśmy pewne niedostatki na basie. Nie był tak sprężysty i miarowy. Za to ilość muzycznego planktonu mogła zaskoczyć. Dźwięk bardzo ładnie rozchodził się na boki (mimo dość trudnego pomieszczenia ze skosem).


Na koniec nowość. Fragment koncertu Sary Brightman z Las Vegas. Nagrania Harem i It’s A Beautiful Day. Kapitalnie oddany głos wokalistki, która stała niemal tuż koło nas. Nic się nie zlewało. Bardzo dobrze oddana atmosfera koncertu. Jeszcze żaden system nie zagrał tak dobrze (płytę mamy od niedawna). Kolumny Martin Logan Ascent pokazały swoją klasę oddając nawet to, jak zmieniał się głos wokalistki, kiedy ta poruszała się po scenie.


Na tych nagraniach Martin Logan Odyssey były jeszcze lepsze. Bardziej muzykalne, miękkie, a jednocześnie jeszcze bardziej prawdziwe i namacalne.


Odyssey to kolumny z wyższej półki – i to słychać od razu. Są bardziej spójne, dwa głośniki basowe powodują, że bas schodzi zdecydowanie niżej. Potrafi uderzyć z siłą znaną wyłącznie z wysokiej klasy zestawów. Wysokie tony mają więcej blasku. Jest większa aura wokół instrumentów. Średnica jest bardziej miękka i bogatsza.


Ogólnie rzecz ujmując, zachowując wszystkie zalety zestawu Ascent, Odyssey jest pozbawiony ich wad. A największą wadą mniejszych kolumn od firmy Martin Logan jest niedostatek basu (na niektórych fragmentach muzycznych).


Brzmienie elektrostatycznych kolumn Martin Logan przypadło nam na tyle do gustu, że zdecydowaliśmy się na zakup drugiego zestawu do Oazy Dźwięku. Tym bardziej, że znakomicie zgrywają się z naszym zestawem Krella. Potwierdza się stara prawda, że amerykańska elektronika świetnie do siebie pasuje.

COPYRIGHT BY OAZA DŹWIĘKU 2024


TRANSLATE